„Co ty wyprawiasz idioto?! Zwariowałeś?” czyli stygmatyzacja osób chorych psychicznie w Polsce

Wtorek,13.06.2017, wyd. nr 34

nr34

Świr. Wariat. Nienormalny. Pewnie nie raz słyszałeś, gdy ktoś używał podobnych słów w stosunku do znajomego, który go zdenerwował, gburowatego szefa, który wydał polecenie nie do wykonania czy osoby uprawiającej wyjątkowo ryzykowną dyscyplinę sportową. Czy to coś niestosownego? Obraźliwego? Czy określenia te są przejawem dyskryminacji osób chorych psychicznie? Czy mogą negatywnie wpływać na rzeczywistość, w której żyją? Czy są w stanie utrudnić lub uniemożliwić im proces zdrowienia?

 

Prawdopodobnie w pierwszej chwili odpowiedziałbyś, że nie. To przecież niewulgarne określenia, których powszechnie używa się w stosunku do osób, których zachowanie wydaje się nieracjonalne, ryzykowne, absurdalne. W rzeczywistości jednak jest to jeden z najpowszechniejszych i najbardziej tolerowanych społecznie rodzajów stygmatyzacji, z którym na co dzień spotykają się osoby chore psychicznie. Co gorsza – nie jedyny.

Rodzaj napiętnowania opisany powyżej odbywa się na płaszczyźnie werbalnej. Dyskryminacja może jednak dotyczyć także obszaru legislacyjnego, strukturalnego i społecznego. Stygmatyzacja o charakterze prawodawczym jest najłatwiej zauważalna. Wystarczy bowiem otworzyć jeden z kodeksów prawnych, by zobaczyć w nim zapisy przeczące Konstytucji RP - ustawie nadrzędnej wobec wszystkich innych, teoretycznie gwarantującej każdemu obywatelowi przestrzeganie jego podstawowych praw oraz zapewnienie wolności.

Nie może zawrzeć małżeństwa osoba dotknięta chorobą psychiczną albo niedorozwojem umysłowym. Jeżeli stan zdrowia lub umysłu takiej osoby nie zagraża małżeństwu ani zdrowiu przyszłego potomstwa i jeżeli osoba ta nie została ubezwłasnowolniona całkowicie, sąd może jej zezwolić na zawarcie małżeństwa. (Kodeks rodzinny i opiekuńczy, art. 12). Taki zapis prawny możemy znaleźć w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym. Przyjrzyjmy się jednak, co w tej kwestii ma do powiedzenia Konstytucja. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny. (Konstytucja RP, art. 32) Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym. (Konstytucja RP, art. 47)

Nietrudno zauważyć oczywistą sprzeczność pomiędzy przytoczonymi powyżej zapisami prawnymi. Niepokojące jest jednak to, że nadrzędność ustawy zasadniczej wydaje się obowiązywać wybiórczo. Osoba chora psychicznie – nieważne w jakim stopniu, na co, dlaczego, od kiedy i czy poddana skutecznemu leczeniu – musi wystąpić o zezwolenie na zawarcie związku małżeńskiego, którego udziela (lub nie) sąd. Umieszczenie tego typu zapisu w kodeksie jest dowodem na brak wiedzy merytorycznej ustawodawców oraz, że pojęcia prawne nie zawsze przystają do aparatury pojęciowej współczesnej psychiatrii czy psychologii. Nie każda choroba psychiczna bowiem uniemożliwia podjęcie świadomej, dobrowolnej i rozsądnej decyzji o legalnym związaniu się z drugą osobą. Założenie w powszechnie obowiązującym akcie prawnym, że pacjenci psychiatryczni – ogólnie, wszyscy bez wyjątku, w takim samym stopniu - nie są zdolni do decydowania o tak ważnej dziedzinie życia osobistego, jaką jest decyzja o zawarciu małżeństwa, jest jawną i bolesną stygmatyzacją. Przypadek ten nie jest niestety odosobniony. Podobnych sprzeczności w polskim prawie nie brakuje. Wszelkie próby ich likwidacji na razie spełzają na niczym.

Dyskryminacja strukturalna, zwana także instytucjonalną, jest nieco mniej oczywista, ale również bardzo dotkliwa. Polega ona na niesprawiedliwym, a czasem nawet niedopuszczalnym sposobie traktowania ludzi chorych psychicznie przez publiczne lub prywatne instytucje. Stereotypy zakorzenione w świadomości obywateli prowadzą do dyskryminowania chorych na każdym kroku - powodują strach przed ich zatrudnianiem, prowokują do ich niepoważnego traktowania w urzędach i innych instytucjach państwowych, a w niektórych przypadkach potrafią przyczynić się do nieudzielenia osobie chorej psychicznie niezbędnej pomocy lekarskiej. Przykładem tego rodzaju dyskryminacji było skandaliczne potraktowanie przez lekarzy jednego z toruńskich szpitali pewnego mężczyzny, który oprócz zgłoszenia ostrego bólu w klatce piersiowej, zapytany o to czy choruje na inne choroby, przyznał, że ma schizofrenię paranoidalną. Mężczyźnie odmówiono udzielenia pomocy i odesłano go do domu. Krótko potem, niedoszły pacjent został znaleziony martwy na ławce przed szpitalem. Zmarł na zawał serca. Artykuł 68 Konstytucji RP zapewnia, że każdy ma prawo do ochrony zdrowia. Niestety, rzeczywistość bywa różna, a ustawę zasadniczą często przestrzega się fragmentarycznie.

Ostatnim rodzajem stygmatyzacji, z którym na co dzień spotykają się chorzy psychicznie, to wykluczenie społeczne. Utrudnia ono codzienne funkcjonowanie, powrót do równowagi psychicznej oraz proces integracji z osobami zdrowymi. Może ono także prowadzić do pojawienia się u pacjentów zjawiska autostygmatyzacji (zwanej też samonapiętnowaniem). Oznacza to, że stygmatyzowani pod wpływem społeczeństwa oraz sposobu, w jaki są przez nie traktowani, zaczynają podzielać dotyczące ich negatywne stereotypy. Prowadzi to nie tylko do spadku ich samooceny czy samopoczucia, ale w dalszej perspektywie także do pozbawienia ich szans życiowych, depresji, pogorszenia jakości życia, zahamowania procesu zdrowienia, a nawet samobójstwa.

Dyskryminacja osób chorych psychicznie na każdej z płaszczyzn – werbalnej, legislacyjnej, instytucjonalnej czy społecznej - jest nieuzasadniona i niebezpieczna. Nie powinna być akceptowana. Minęły czasy, w których bez konsekwencji społeczno-prawnych można było wyzywać osoby skąpe nazywając je „Żydami”, a osoby homoseksualne - „pedałami”. Dlaczego więc wciąż bezkarnie możemy używać określeń takich jak „świr” czy „wariat drogowy” w stosunku do osób całkowicie zdrowych, ale nierozsądnych, albo mówić o „schizofrenii politycznej” nie czując właściwie, że mówimy coś specjalnie obraźliwego czy szkodliwego społecznie?

W Polsce zdrowie psychiczne wciąż jest tematem bardzo trudnym. Coraz więcej i odważniej mówi się o depresji oraz nerwicach dotykających niemałą część naszego społeczeństwa, jednak tabu ciążące nad ową tematyką wciąż nie zostało w naszym kraju zupełnie przełamane. Bycie chorym psychicznie wciąż bywa uznawane za powód do wstydu. Na wizytę do psychiatry pacjenci potrafią wyjechać do innego miasta, by nie spotkać nikogo znajomego, maja obawy przed podawaniem w gabinecie swojego imienia i nazwiska w trosce o własną anonimowość, o chorobie mówią tylko najbliższym, albo ukrywają chorobę przed wszystkimi. Rodziny często przyczyniają się do tego osobistego dramatu skrzętnie ukrywając wiadomość o chorobie z obawy przed napiętnowaniem i posądzeniem o chorobę wszystkich członków rodziny, utwierdzając chorego w przeświadczeniu, że wstyd jest odpowiednią reakcją na problem, z którym się zmaga. Lęk i wstyd wynikają z braku elementarnej wiedzy oraz są pozostałościami po czasach, w których nie istniały skuteczne leki, a chorzy trafiali do budzących powszechną grozę szpitali psychiatrycznych (niczym Zakład Psychiatryczny w Tworkach), bez konkretnych diagnoz i realnych szans na opuszczenie jego murów. Te czasy minęły. Szpitale stają się coraz bardziej nowoczesne i przyjazne pacjentom, leki potrafią przywrócić chorym pełną równowagę psychiczną, a terapia – pomóc im zorganizować życie rodzinne, zawodowe i towarzyskie po przebytej chorobie.

Brak poszanowania dla osób zmagających się z chorobami psychicznymi i obawa przed współfunkcjonowaniem z nimi objawia się prawie w każdej dziedzinie życia. Jak temu zapobiec? Odpowiedzią na to pytanie wydaje się jedno słowo: edukacja. Istniejący problem pomogłoby zażegnać odpowiednie kształcenie dzieci, młodzieży i dorosłych (co najważniejsze - lekarzy, pracodawców, ustawodawców, prawników) w zakresie zdrowia psychicznego, przeprowadzanie warsztatów, podczas których zachodziłaby interakcja, wymiana zdań, poglądów oraz doświadczeń pomiędzy chorymi a zdrowymi, a także organizowanie kampanii reklamowych i społecznych edukujących oraz uwrażliwiających społeczeństwo. Świadomość, wiedza społeczeństwa, przełamanie tabu, pokonanie lęku i stereotypów okazałyby się zapewne skutecznym suplementem, który wraz z odpowiednio dobranym leczeniem farmakologicznym oraz terapeutycznym mógłby działać cuda i przywracać pacjentom, o wiele szybciej niż obecnie, nie tylko równowagę psychiczną, ale również życiową – rodzinną, zawodową i towarzyską.

Bibliografia

„Depresja i ostracyzm. Chorować psychicznie w Polsce to wstyd.” Alicja Hendler, pod linkiem: http://www.newsweek.pl/polska/jak-sobie-radzic-z-depresja-w-polsce-to-wciaz-bardzo-trudne,artykuly,365686,1.html

„Ochrona zdrowia psychicznego w Polsce: wyzwania, plany, bariery, dobre praktyki” Komisja Ekspertów przy Rzeczniku Praw Obywatelskich pod red. Jacka Wciórki

AW

 Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!